6/04/2018

Spowiedź


Jedno pomieszczenie. Tylko ja i sama najwyższa siła, która steruje tym całym pokręconym światem. Niepewnym krokiem siadam przy stole. On jakby wierci mnie wzrokiem, którego za wszelką cenę chce uniknąć. Cholera. Nie potrafię.
Gdy już uporałam się z krępującym kontaktem wzrokowym między mną a nim zaczęłam spowiedź:

-Przeklinałam, kłóciłam się z rodzicami, mówiłam nieodpowiednie rzeczy…

-Wiem. Widziałem. Powiedz mi coś czego nie wiem.

-Tak? Naprawdę tego chcesz?! Naprawdę do cholery tego chcesz?! Oj uwierz mi, że wielu rzeczy nie wiesz. Nie masz zielonego pojęcia jak się czułam. Jak czułam się przez ostatnie parę miesięcy. Nikt sobie nie zdaje sprawy ile się wydarzyło… Czy potrafisz wyobrazić sobie jak bardzo boli krzywda wyrządzona przez osobę, którą szaleńczo kochasz? Czy potrafisz ogarnąć ile razy można umrzeć wewnętrznie za każdym razem, gdy to znowu TY jesteś obarczony odpowiedzialnością za całe zło? Czy wiesz jak bardzo potrafi ranić jedno głupie słowo, jeden gest.
Otóż już spieszę z wyjaśnieniem skoro nie usłyszałam odpowiedzi na żadne pytanie.
Serce jest już tak bardzo kruche, że wystarczy niewłaściwy ruch i znowu się łamie. Dusza jest tak bardzo pocięta, że wypełnia ją mnóstwo krwi i ran. Przestajesz liczyć ile rozcięć się pokrywa, która rana jest najgłębsza. Czujesz się wyprany z emocji… Ze szczęścia, z radości, z miłości, która jeszcze nie tak dawno temu chciałeś dać całemu światu a teraz masz wrażenie, że rozlała się na podłogę jak atrament w szklanym słoiczku. Czujesz się jak … Nawet tego już nie wiesz. Ciągle jednak chcesz walczyć. Nie potrafisz podnieść się, ale żałośnie czołgasz się aby ratować coś co trzyma cię przy życiu, mimo martwej już duszy. Każdy dotyk sprawia ci ból. Boisz się kolejnej krzywdy. Przeraża cię każda bliskość, każda podniesiona dłoń i każdy uniesiony głos.
Jesteś jak skrzywdzony piesek, tylko dla Ciebie nie ma żadnej litości.
Patrzysz w lustro i czujesz odrazę. Masz ciągle w głowie wspomnienia , które nie dają ci spać. Masz ciągle wrażenie, ze znowu jesteś nikim.
Stoisz na moście. Wtedy czujesz wolność. Ta upragniona wolność i poczucie ze masz teraz pełna władze nad swoim życiem. Brakowało ci jej. Bierzesz głęboki oddech, i chcesz polecieć. Poczuć się wolna jak ptak.

Nie możesz...

Każdy dzień to męka. Każdy dzień, każdy krok, każdy oddech to przeszłość która zalewa cie. Czujesz jakbyś się topił. W płuca wpadają litry wody, które przybliżają cie do śmierci. Twojej koleżanki. Ciągle masz jej oddech na plecach. Nikt inny nie rozumie cie tak jak ona. Zna cie na wylot i potrafi wypełnic ta cholerna pustkę. To ogromne poczucie samotności.
Budzisz się z kolejnego koszmaru. Nie jest to wytwór wyobraźni a jedynie bardziej intensywne wydarzenia z kilku ostatnich miesięcy.
Wpadasz w panikę. Krzyczysz, płaczesz, błagasz o zerwanie łańcuchów przeszłosci. Jest już za późno… Wiesz?

-Witaj koleżanko… Z tej strony Śmierć.










4 komentarze:

  1. Ujęłaś mnie tym tekstem, słowa płynące prosto z duszy...
    Cudowne, klimatyczne zdjęcia.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie napisanie,a zdjecia to sztos!
    Pozdrawiam, Weronika ?
    pasjeweroniki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Weź się ogarnij dziewczyno. Przestań szukać na siłę problemów. Napisz wiersz albo książkę, bo to blog a nie jakieś anonimowe wyznania z dupy wzięte.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie pierdolenie o Szopenie jak dla mnie. Ten post trochę bez sensu jest ale spoko. Szanuję

    OdpowiedzUsuń