03.08.2017

Krótka słoneczna historia

Otwieram oczy. Po raz kolejny wykonuję tą samą czynność. Otwarcie oczu, niby nic wielkiego, a dla niektórych to coś z czego będą dumni przez cały dzień. Rozglądam się, bo nie wiem gdzie jestem. Wyrzucona samotnie na końcu świata. Po raz kolejny to samo. Tym razem jednak nie widzę przed sobą ciemności, przepaści, nicości, zła, nienawiści. Widzę Słońce. Coś niesamowitego. Stoję na końcu świata, a przede mną wielka żółta kula światła. Tak właśnie postrzegam Słońce, bo w tej krótkiej historii wcale nie liczy się to czym tak naprawdę ono jest. Tu chodzi zupełnie o coś innego. 
Kolejny raz los postawił mnie gdzieś na końcu, lecz pokazał jego inne oblicze. Dwa różne kolory na moich oczach stoczyły ogromny bój o dominację. Była to zacięta walka życia ze śmiercią. Pełna łez, krzyku, strachu. Na podium stanęło życie.
Gdy ciepło tej żółtej kuli otulało moją uśmiechniętą twarz poczułam delikatny dotyk na ramieniu. Odwróciłam się a przede mną stali Oni. Wszyscy ludzie, którzy byli odpowiedzialni za to, że teraz mogę ze spokojem stać na końcu świata i patrzeć na Słońce. Teraz razem stoimy w rzędzie patrząc przed siebie. Każdy z nas w tym świetle widzi przyszłość. Jest tak cudownie. Ja wraz z moimi towarzyszami upajamy się tymi widokami, jak nektarem bogów. To balsam na nasze poranione i zmęczone już walką ze złem dusze.  
Po krótkiej chwili postanawiam wykonać jeden krok w przód. Nie potrafię już stać ze spokojem w miejscu, bo przecież ten kto stoi ten tylko się cofa. Nie chce tego! Jedyne na czym mi zależy to iść ze spokojem i energią w przód. Robić postępy. Zaskakiwać i zadowalać siebie. Gdy moja stopa dotyka nowego kawałka ziemi czuję coś innego. Nie ma już pode mną delikatnej chmurki, na której miałam wrażenie, że się unoszę. Twardo dotykam podłoża. Łydkę łaskocze żyto. Jestem na polu. Mimo tego, że wróciłam do rzeczywistości to dalej mam wrażenie, że właśnie to miejsce jest moim małym końcem świata. Pośród zbóż, promieni słonecznych, drzew czuję się błogo. Jest idealnie, bo na tym małym moim końcu świata nie jestem sama. U mego boku jest On, a w domu czekają Oni. 
Taka to krótka słoneczna historia.













7 komentarzy:

  1. Świetnie napisane! Zawsze powinniśmy jak najwięcej stawić kroków do przodu a nie się cofać do tyłu :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow :O Super historia. Taka pełna nadziei i wiary. Super :) zerknę na resztę wpisów. Mam nadzieję, że zostanę na dłużej bo ten jest mega ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobraźnia zrobiła swoje. Świetne krótkie opowiadanie. Czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna historia! Zgadzam się z przedmówczynią, że zawsze należy iść do przodu, a nie patrzeć wstecz. Uwielbiam tego rodzaju opowieści i oczywiście czekam na więcej!
    Pozdrawiam,
    Aleksandra Drążek

    http://aldrazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładne zdjęcia i ciekawa historia! ♥
    http://modaidekoracje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. świetna historia, bardzo podobają mi się te zdjęcia;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń