4/15/2017

Bez tytułu.

Hejka kochani!
Dzisiejszy wpis jest początkiem mojego wyrażania siebie poprzez pisanie. Jest czasami tak,  że nie potrafię powiedzieć czegoś wprost, lub oddać na zdjęciach. Postanowiłam, że jeśli najdzie mnie taka potrzeba to będę pisać to co siedzi we mnie i pragnie zostać uwolnione. Mam nadzieję, że to co napisze w jakiś sposób dotrze do was i zrozumiecie mnie chociaż w małym stopniu, chociaż tego nie wymagam. Uprzedzam, że nie zawsze są to uczucia obecne. Tekst, który stworze ma wyrażać mnie. Nie wszystko bierzcie dosłownie i nie utożsamiajcie mnie z nastrojem panującym w tym tekście.
Takie wpisy nie będą ciągle, lecz w momencie, w którym poczuję, że nie jestem w stanie już oddać czegoś na fotografiach lub napisać o czymś wprost
Miłego czytania!


..................................................................


Umieram.
Kolejny raz.
Powoli. Boleśnie. W wielkich męczarniach.
Umarłam.
Nie został po mnie już żaden ślad.
Twarz na zdjęciach. która już nie powróci.
Moje "mądrości", o których każdy zapomni. To już nie będę ja. Żadna cząstka mnie, już nie powróci. Pamięć o mnie? Wieczna nie będzie.
Umarłam, a jednak żyje. Nie tylko ja umarłam i umieram. Każdy z nas to robi. Samoistnie, bez większego wysiłku. Pozbywamy się swoich dusz, swojej prawdziwości. Za każdym kłamstwem tracimy kawałek siebie. Z każdym zmuszaniem siebie do czegoś, czego nie chcemy. Katujemy swoją duszę nienawiścią, kłamstwem, przymusem. Jesteśmy sadystami, masochistami a nawet o tym nie wiemy. Nie znamy siebie... Czy spróbujemy kiedyś się poznać, czy dalej będziemy gnić i umierać w ciszy nie znając swojego prawdziwego ja. Z każdym dniem boli coraz bardziej. Na początku nie czujesz nic. Później lekki ból, który sprawia przyjemność. On z dnia na dzień robi się coraz większy. Krzyczysz, ale nikt już tego nie słyszy. Wyjesz, ale to nie ma już znaczenia. Jest po prostu za późno. Zostajesz sam. Opuszczony, zniszczony, skatowany, ledwo żywy błagasz o pomoc, ale jej nie ma. Po prostu nie ma. A co jest potem?
Umierasz, ale jednak żyjesz. Czujesz, ale jednak nic. Uśmiechasz się lecz to ból, ukryty pod maską szczęścia. Masz nadzieję, ale jednak nie. Z pełnej, zdrowej duszy zostają tylko resztki. Twoje ciało jest całe, piękne, ale dusza jest zdeformowana, pozbawiona poszczególnych kończyn i żyje w środku Twojego ciała. Zniekształcona dusza narzuca Ci obraz jaki widzisz. Świat jest przedstawiony w krzywym zwierciadle. Nie patrzysz na innych i siebie tak jak zawsze. Patrzysz na to z nienawiścią i chęcią destrukcji. Chcesz umrzeć, lecz jesteś przykuta kajdanami wraz z umęczoną duszą.
Ponownie wołasz o pomoc. Cisza.
Krzyczysz. Cisza.
Wyjesz. Cisza.
Nienawiść do siebie przepełnia Cię. Wylewa się i topisz się.
Próbujesz złapać oddech, lecz kolejna fala nienawiści przykrywa całe Twoje ciało.
Umierasz.
Nie ma już ratunku.
Naklejasz plastry. Robisz opatrunki. Pomaga. Chwilowo.
Z czasem plastry odklejają się, opatrunki starzeją się. Pokrzywdzona, zniekształcona dusza kona. Umiera.
Żyjesz pusty.
Umierasz.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz