12/11/2017

Dialog z Samotnościa

Po kolejnym ciężkim dniu weszłam do domu. Czekała na mnie jedynie samotność. Siedziała na jednym z kilku krzeseł w kuchni i jak gdyby nigdy nic piła kawę.
Znowu postanowiła mnie odwiedzić. Niech to szlag...
-Wejdź kochana. Nie krępuj się, przecież to Twój dom. - Powiedziała cicho wskazując dłonią na miejsce obok niej.
-Czego chcesz?- Zapytałam z poirytowaniem w głosie.
-Ja? Po prostu się stęskniłam. Przypomnieć Ci jak było? Zapomniałaś już?
-Przestań. Wiem jak było, ale teraz jest inaczej... Jest inaczej.
-Długo będziesz jeszcze kłamać? Minęło tyle czasu a z Ciebie ciągle taki sam tchórz jak zawsze. Znowu sztuczny uśmiech na twarzy, płacz po nocach i wmawianie ludziom, że życie jest piękne?!- W jej oczach widać było złość. Wstała i maszerowała od jednego końca kuchni do drugiego. Czerwona szminka zostawiała ślady na kubku. Z każdym kolejnym łykiem czarnego jak smoła napoju... 
Budziła we mnie lęk. Nie wiedziałam co mówić. Miała racje. Cholera. Miała racje.
-Nie, teraz jest inaczej. LEPIEJ...- Ostatnie słowo wymówiłam z drżeniem w głosie. Po policzku poleciały łzy.
-Kłamiesz! Łżesz! Nie mogę na Ciebie patrzeć.
Potem oczywiście wyszła tłukąc kubek o podłogę. Zostawiła mnie pełną niepokoju, jak zawsze.
Po chwili pobiegłam do pokoju, ubrałam jego koszulę i usiadłam na podłodze. 
Moje serce biło jak szalone, ręce trzęsły się a ja przypomniałam sobie ten stan.
Umieranie po cichu. Często o tym mówię, ale tak jest. Z dnia na dzień nie potrafię określić co czuję.Umieram wewnętrznie. Wypalam się.
Jestem jak taka świeczka, która pali się za długo. O wiele za długo. 
Jestem jak taka włóczka, która się poplątała i ktoś nie próbuje mnie rozwiązać tylko odcina kolejne kawałki.
Podnoszę głowę a przede mną ONA. Patrzy się na mnie. Nie odrywa wzroku...
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.







Czytaj dalej »

11/06/2017

Po drugiej stronie lustra

Hejjka Drogi Czytelniku!
Z racji tego, że tak bardzo spodobała się poprzednia bajka, chciałabym opowiedzieć Ci co dzieje się po drugiej stronie lustra...


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami... BLA, BLA BLA! HALO! NIE TA BAJKA! Żyje sobie ja. Małe Zło.Nikomu nie wadzę, nikomu nie przeszkadzam.
Pewnie zastanawiasz się jak poznałem księżniczkę? Otóż już spieszę z wyjaśnieniem. Kiedyś owa dama przechodziła przez mój las. Była taka cudowna, od początku wiedziałem, że zostaniemy przyjaciółmi. Była taka delikatna i wrażliwa. Nie zastanawiałem się długo i postanowiłem zaczepić ją i spróbować porozmawiać. Od razu złapaliśmy dobry kontakt. Po kilku spotkaniach zaprosiła mnie do swojego zamku. Kiedy nasza relacja zaczęła się rozwijać bywałem u niej coraz częściej, aż postanowiłem odwiedzać ją bez zapowiedzi. Pojawiałem się, gdy miała już zasypiać i tylko w małym stopniu zajmowałem jej myśli. Małe niewinne obrazy, które tworzyłem w jej umyśle. Nie chciałem nic jej zrobić. Spodobało mi się w jej głowie. Było tam ciepło, miło, a ja żyłem sobie sam w ciemnym i zimnym lesie. Kiedy przychodziłem do niej tylko czasem ona od razu robiła się smutna. Nie miałem pojęcia dlaczego.. Chciałem się z nią zaprzyjaźnić i pokazać jej , jak blisko jest śmierć. Mój dobry kolega, który także chciał się z nią zapoznać, ale zanim to miało nastąpić chciałem się nią nacieszyć. 
Bywałem u niej coraz częściej i częściej. Siedziałem sobie cichutko w jej głowie i oglądałem moje ulubione filmy o śmierci, przemocy, samookaleczaniu. Najwidoczniej spodobał się jej mój gust, bo sama zaczęła się tym inspirować. Po moich namowach przestała wychodzić z zamku i więcej czasu miała dla mnie! Wreszcie czułem, że ktoś mnie rozumie i chce ze mną przebywać. 
Pewnego dnia coś we mnie pękło. Nie chciałem, aby księżniczka rozmawiała z kimkolwiek innym poza mną. Gdy szła do jakiś durnych znajomych wymyśliłem pewien podstęp. W momencie, w którym przechodziła przez mój dom zamieniłem się w istotę ze świecącymi oczami. Byłem pewny, że wtedy zwróci na mnie uwagę... Tak właśnie było! Kiedy podeszła porwałem ją i umieściłem w wysokiej wieży, aby była już tylko moja! 
Odwiedzałem ją codziennie. patrzyłem na nią, gdy śpi, gdy płacze. Ten moment był najlepszy, bo była wtedy taka bezbronna. Spokojnie mogłem pić jej łzy, upajać się widokiem jej smutku. Teraz była taka podobna do mnie. Nienawiść, smutek, żal to z niej emanowało. Czułem, że wreszcie znalazłem przyjaciółkę na zawsze. Nie mogła już ode mnie uciec. Z mojej wieży nie było żadnego ratunku. Mogła tylko przez małe okienko obserwować ten straszny świat, który zabarwiłem jej na szaro. Stała się pozbawiona radości i chęci do życia. Tak, jak i ja! 
Jest ode mnie uzależniona. Wie, że nie ważne co będzie się działo, ja zawsze przy niej będę trwać i nic jej już je pomoże....











Czytaj dalej »

10/23/2017

Humanista = McDonald?

Hejjka Drogi Czytelniku !
  Zauważyłam, że bardzo spodobała Ci się moja bajka... Cieszę się niezmiernie z tego powodu, i postanowiłam, że napiszę drugą część! Dzisiaj jednak dam Ci odpocząć od tego co siedzi w moim umyśle, od mojej bajki a skupię się na temacie, który ostatnio bardzo mnie dotknął i zdenerwował.

  Chciałbym poruszyć temat wyśmiewania, żartowania z humanistów i ogólnie tego kierunku.
Nie dam sobie wmówić, że tak nie jest, bo doświadczyłam na własnej skórze, jak bardzo złą opinię mają ludzie podobni do mnie, czyli humaniści. Zauważyłam, że przestajemy być traktowani poważnie. Nie cieszymy się taką sławą jak matematycy, fizycy, chemicy... Z góry mamy zaplanowaną przyszłość w McDonaldzie.

  Jest to moim zdaniem bardzo niesprawiedliwe. Czy gdyby nie było nauczycieli to potrafilibyśmy pisać, czytać, rozumieć cokolwiek?  Czy brak psychologów w żaden sposób nie wpłynąłby na ludzi? Wszystkie zawody są tak samo ważne dla świata. Nie liczy się to czy matematyk, inżynier, lekarz, nauczyciel, psycholog... Musi być zachowana równowaga!

  Nie moją winą jest, że ludziom bez żadnego pomysłu na siebie wydaje się, iż kierunek humanistyczny jest taki łatwy, że nie trzeba się uczyć, lub że inni od razu zakładają humanistom przyszłość w fast foodzie. Jako uczennica liceum, która jest w klasie prawniczej jestem bardzo zirytowana faktem ograniczenia umysłowego niektórych ludzi. Czy ciągłe śmianie się z osób wrażliwszych, interesujących się bardziej językiem polskim, historią czy wosem jest żałosne i nie sprawi, że nasze ambicje spadną i nie będziemy chcieli nic w życiu osiągnąć?

   Ten temat drażnił mnie od jakiegoś czasu. Sama poczułam, jak to jest być traktowaną jak przyszły pracownik podający frytki i hamburgery. Mam plan na siebie. Chce realizować swoje pasje i spełniać marzenia. Jestem humanistką z krwi i kości. Kocham ten język, ciekawi mnie historia. Wierzę w swoje możliwości i mam nadzieję, że za kilka lat udowodnię, że nie urodziłam się po to, aby ktoś wmówił mi, że potrafię tylko podawać jedzenie i przyjmować zamówienie.

   Drogi Czytelniku jeśli jesteś humanistą nie przejmuj się tym co gadają inni. Co sądzi o Tobie społeczeństwo też nie jest istotne. Nie pozwól, by to stereotypy rządziły Twoim życiem i samopoczuciem. Jeśli masz cel spełniaj go, i nawet nie próbuj zmieniać się, tylko dlatego, że " zestaw małego humanisty" sprawia, że przestajesz do niego dążyć
Natomiast jeśli Czytelniku nie jesteś humanistą to nie traktuj wszystkich tak samo. Nie każdy, kto ma duszę wrażliwą i oddaną literaturze musi być od razu gorszy. Takie przypadki ludzi, którzy uważają, że język polski jest prosty i swoją obecnością na studiach czy w liceum potwierdzają te wszystkie żenujące teksty zdarzają się, nie mówię, że nie, lecz ludzi z pasja i oddaniem zaprzeczającym temu również jest dużo.

  Nie dajmy sobie zrobić z mózgu sieczki! Traktujmy wszystkie profile, zawody jednakowo. Nie ma gorszy, czy lepszy. To taka transakcja wiązana. Bez siebie nie ma nas... Pamiętaj, że wszystko jest zależne od Ciebie i to, że będziesz "cisnąć beke" i propagować stereotypy utwierdzi mnie z przekonaniu, że to nie ja jestem ta głupia.






Czytaj dalej »

10/16/2017

Wieża Umysłu

Hejjka Drogi Czytelniku
Mam dzisiaj ochotę opowiedzieć Ci bajkę. Taką cudowną, prawdziwą, tą babciną bajkę. Rozsiądź się wygodnie, weź gorącą czekoladę w dłonie i zapraszam do czytania!

  Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami w ogromnej wieży żyła sobie pewna księżniczka. Od razu pomyślisz sobie, że zamknęła ją tam zła macocha i czeka ona na swojego księcia. Otóż nie było tak...
  Kiedy owa księżniczka była bardzo młodziutka postanowiła, że odwiedzi swoich przyjaciół. Ściągnęła najdroższą suknię i ubrała zwykły strój. Lubiła ona od czasu do czasu wyjść z zamku i być normalną dziewczyną. Gdy szła przez las w gąszczu zauważyła małe, okrągłe ślepia. Zamiast brać nogi za pas, nierozważna księżniczka podeszła do krzaków. Był to jej duuży błąd. Zanim zdążyła zapytać się czy ktoś tam jest, została porwana i uwięziona w wysokiej wieży. Drzwi tam nie było. Jedynie co dawało jej widok na świat było maluteńkie okieneczko. Poza koronami drzew nie była w stanie zobaczyć nic więcej. Malutki pokoik, w którym znajdowała się księżniczka był prześliczny. Przy suficie były zawieszone białe lampeczki, pod okienkiem stało metalowe łoże, obok stoliczek a w rogu znajdował się mały kwiatuszek. Jedyny przyjaciel dziewczyny.
  Zosia, bo tak miała na imię nasza księżna nie wiedziała dlaczego spotkało to akurat ją. Czuła się bardzo źle. Sama w wysokiej wieży otoczona lasem, bez możliwości wyjścia.Co dziwne ten kto ją porwał ani razu się nie ujawnił. Zawsze jak do niej zaglądał  a odbywało się to głównie wieczorem, gdy było już ciemno widać było tylko te ślepia, które Zosia widziała w lesie. Mimo całego zła nie bała się go. Jego oczy zamiast przerażenia wzbudzały w księżniczce radość.
  Każdego dnia dziewczyna odczuwała wiele sprzecznych emocji. Z jeden strony była wdzięczna Jemu, że zabrał ją z tego  świata, że nie musi żyć w świecie pełnym obłudy, kłamstwa i zawiści. Z drugiej jednak strony chciała tak bardzo poczuć promienie słońca na twarzy, wrócić do przyjaciół i rodziny.
Wszystko to przytłaczało ją. Raz śmiała się, później płakała. Raz tęskniła a raz cieszyła się, że jest sama, że może być księżniczką we własnej pięknej bajce.
Jesteście pewnie ciekawi jak żyje się Zosi w jej wieży. Samotnie, stoi bosymi stópkami na łóżku wyczekując wolności. Chce opuścić w końcu swoje malutkie więzienie, jakim jest jej własny, chory umysł...










Czytaj dalej »

10/13/2017

Prawdziwa miłość czy puste uczucie?

Drogi ...
 Namiętność pochłonęła Nas bez reszty. Nasza cielesność przysłoniła to co powinno być najważniejsze.. Piękno duszy, która mnie w Tobie, a Ciebie we mnie urzekła. Staliśmy się jak bezuczuciowe cyborgi wpatrzone w puste szklane oczy. Gdzie podział się ten błysk ? Gdzie uśmiech, który wywoływałam najgłupszym żartem? 

 Brak mi go... Dotyk Twoich warg na mojej szyi, Twoich rąk na mojej talii. Tylko tego pragnęłam. W kąt rzuciliśmy rozmowy o problemach, które z dnia na dzień chowaliśmy do wielkiego worka... Aż w końcu miejsce się kończyło i wszystko się wysypywało. Na naszym dywanie powstała wielka sterta problemów . Żadne z Nas nie chciało jej  posprzątać. 

 Brak mi przytulenia, które oddawałoby całe zrozumienie z Twojej strony. Nie było go, bo przestaliśmy rozmawiać, więc jak miałbyś mnie ogarnąć. 

 Wraz z pękniętym workiem na podłodze znalazłam się również ja. Z całych sił próbowałam zacerować to co pękło. Niestety nie jestem w tym dobra, więc nic z tego.
Wtulona w materiał, który już się do niczego nie nadawał łkałam, bo brakowało mi Nas w Nas.

 Brakowało mi mnie w sobie i Ciebie w Tobie. Pogubiliśmy się i rozmowę zmieniliśmy w krzyk. Potworny krzyk bezsilności i bezradności. To był jednak pusty dźwięk odbijający się od Naszych pustych ciał. Zatraciliśmy siebie w namiętności. Uczucie przerosło. Cielesność zawiązała oczy. 
Coś jednak Nas ocaliło. Z ciemności wyłoniło się światło nadziei, za którym zaczęliśmy w końcu podążać. Dusze zgubione w labiryncie, jak po nici Ariadny doszły w końcu do wyjścia. Wróciły do ciał. 

 Sterta problemów z dywanu zniknęła. Worka już nie ma. Przestaliśmy do niego upychać to całe świństwo gromadzone tygodniami. Już na starcie się tego pozbywamy. Krzyk przerodził się w mowę. Po tak długim czasie odnalazłam na nowo ten błysk. Błysk szczęścia, miłości i dobra, który oślepił mnie i przywiązał silnym sznurem do Ciebie. 
Cielesność to cudowny i jakże niesamowity dodatek do Naszej miłości, która zrodziła się między duszami.








Czytaj dalej »

9/27/2017

Patent na (nie) idealny związek

Hejjka Drogi Czytelniku!
W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Ci bardzo prosty i krótki przepis na to, jak odstraszyć swojego przyszłego lub obecnego partnera.



Składniki:
  • 50 dag  zazdrości
  • 25 dag nachalnośći
  • 90 dag wścibskości
  • 3 szklanki kłamstwa
  • 2 jajka
  • szczypta głupoty
  • 40 dag bujnej wyobraźni
  • szklanka mąki
  • łyżka dystansu do całego wpisu ;)


1. Do wielkiej miski wsyp zazdrość i wścibskość. Sprawdzanie połączeń, kontaktów i wiadomości na Facebooku to coś bez czego żaden " związek idealny" nie będzie miał racji bytu. Oczywiście nie możesz zapomnieć o robieniu awantury o każdą Kasię, która napisze do Twojego partnera. Przecież wszystkie inne dziewczyny to jego kochanki!

2. Po wymieszaniu dwóch pierwszych składników pora na dodanie 3 szklanek kłamstwa. Dodając je stopniowo do całej mikstury dbaj o to, abyś ukrywała przed nim jak najwięcej faktów. Zamiast pokazać mu jaka naprawdę jesteś, ale w delikatny i subtelny sposób... Na siłę rób z siebie kogoś kim w rzeczywistości nie jesteś. Gwarantuję, że z czasem będziesz motać się w swoich ściemach a tym samym oczarujesz go swoją kreatywnością.

3. Teraz pora na troszkę nachalności. Byliście już na dwóch randkach? To przecież już znak, że powinnaś pisać do niego dzień w dzień, co chwilę wypytywać o to co robi, z kim i gdzie wychodzi, czy możesz wpaść na rodzinny obiad do domu, a kiedy nie odpiszę przez nie daj Boże 10 minut... Zrób mu karczemną awanturę o to, że Cię olewa i nie ma dla Ciebie czasu. Przecież dwa spotkania to już coś. To już ten etap " związku" gdzie nie może mieć swojego życia i poświęcać się tylko Tobie!

4. Kiedy już cała potrawka jest prawie gotowa nie możesz zapomnieć o swojej głupocie i bujnej wyobraźni. Rozmowa się między Wami nie klei? Ty cały czas mówisz o nowych paznokciach, o tym jak bardzo denerwuje Cię Twoja koleżanka, która była ubrana tak samo jak Ty. Nie masz nic mądrego do powiedzenia niż tylko obgadywanie i wygląd, które raczej nie za bardzo go interesują... Już wiem! Zacznij planować Waszą wspólną przyszłość. Opowiadaj mu o Twojej wymarzonej sukni ślubnej, o ilości Waszych dzieci, o imionach dla nich, o weselu. Przecież temat przyszłości nigdy się nie kończy. Na pewno będzie pod wrażeniem Twoich umiejętności logistycznych i na kolejnej randce oświadczy Ci się!

5. Na koniec do wszystkiego dodaj dwa jajka, szklankę mąki i łyżkę dystansu do całego wpisu ;)

SMACZNEGO!












Czytaj dalej »