21.08.2017

Niecodzienna szkolna wyprawka

Hejjjka Czytelniku!

Jeśli czytałeś mój ostatni wpis, do którego odsyłam Cię TUTAJ to teraz dam  Ci parę rad jak zrobić dobre wrażenie w nowej szkole. Sam rozumiesz... Niedługo koniec wakacji, więc pewnie idziesz albo do szkoły średniej, lub po prostu czytasz to, bo lubisz moje posty ;) 
A więc nie przedłużając zapraszam do tego super poradnika ! 

1. UBIÓR-  Faktem jest, że zaczynając nowy etap w swoim życiu musisz się do niego dobrze przygotować. Nie tylko wewnętrznie ale i zewnętrznie. Nie marnuj czasu na stresowanie się! Wsiadaj w autobus, pociąg, jakikolwiek środek transportu. Weź ze sobą mnóstwo gotówki i leć na łowy! Przecież KAŻDY uczeń szkoły średniej musi być modnie ubrany. Nie zapomnij oczywiście jeszcze przejrzeć paru magazynów modowych, wszystkie tumblr'y profesjonalnych stylistów... w sumie nie ważne kogo! PAMIĘTAJ o tym, że gdy przekroczysz próg nowej szkoły w NAJDROŻSZYCH I NAJMODNIEJSZYCH ciuchach tego sezonu od razu będziesz GWIAZDĄ i każdy w mgnieniu oka Cię pokocha! 






2.DRUGIE ŚNIADANIE- Jak przystało na PRAWDZIWEGO celebrytę szkoły średniej powinieneś nie tylko podążać za tym co trzeba ubierać, lecz także co jeść. Na insta królują te wszystkie fit profile z mnóstwem zdrowych posiłków, drugich śniadań itd. Skoro chcesz BYĆ KIMŚ to nie ma innej opcji, żeby twój lunch box składał się z sałatek przygotowanych przez mamę ;) Kilka marcheweczek, rzodkiewek i każda koleżanka będzie Ci zazdrościć takiego zdrowego trybu życia... PAMIĘTAJ! Nie wspominaj pod żadnym pozorem nikomu, że wybierasz się na bardzo pożywny obiad do KFC, a Twój ostatni posiłek kończy się o 24... Nikt nie musi wiedzieć. Fit masz być tylko na przerwach! 




3. KRÓLEWSKI POTOMEK- Jak na prawdziwe królewskie dziecko przystało pokaż wszystkim, że to właśnie w Tobie płynie ta błękitna krew. Przede wszystkim rządź każdym kto siedzi cicho i się nie odzywa. To przecież najłatwiejszy cel ! Wtedy dopiero udowodnisz podwładnym, że z Tobą nie ma żartów ;) 




Mam nadzieję, że doskonale jesteś już przygotowany na  nadchodzący rok szkolny ;) Proszę Cię tylko o jedno... TRAKTUJ TEN WPIS Z DUUUŻYM DYSTANSEM I PRZYMRUŻENIEM OKA! 
NAJWAŻNIEJSZE JEST, ABYŚ SPAKOWAŁ DUŻO UŚMIECHU, CHĘCI DO PRACY I POZYTYWNEJ ENERGII <3














Czytaj dalej »

20.08.2017

Szczęśliwa 7 !

Hejjka Czytelniku!

W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Ci jak radzę sobie w momencie największego kryzysu. Sam wiesz jak to jest. Nie zawsze w życiu jest pięknie i kolorowo. Czasami bywa tak, że w pewnym dniu jest Ci po prostu smutno. Nie masz humoru, jesteś zły, zdenerwowany, lub zamartwiasz się nagle rzeczami, o których jeszcze wczoraj byś nie pomyślał. W jednej chwili wpadłeś w życiowy dołek, który może okazać się baardzo głęboki i potrzeba więcej czasu, aby się z niego wydostać, lub w bardzo płytki, gdzie wystarczy tylko podskoczyć, aby zobaczyć światełko.
Ja aktualnie sama zmagam się z takim załamaniem, więc w paru punktach omówię z Tobą moje sposoby na wydostanie się z niego.

1. SEN-  Ja jestem strasznym śpiochem, mogłabym spać caały dzień. Nie ważne czy świeci słońce czy pada deszcz, ja mogę przespać nawet napiękniejszy i najcudowniejszy poranek. Jeśli więc jestem bardzo smutna to staram się przespać ten moment. O ile nie śnią mi się koszmary. Zakładając, że mam same cudne sny, to dla mnie dużym lekarstwem jest porządna dawka snu w moim wygodnym łóżeczku z misiami obok. 

2. JEDZENIE-  Na drugim miejscu zaraz po spaniu jest jedzenie. Potrafię jeść, jeść, jeść i końca nie widać. Nie ważne w jakiej kolejności Chętnie pochłonę paczkę chipsów, zaraz po nich ciasto upieczone przez mamę, obiad składający się z kilku ziemniaków, kotleta i surówki, a na koniec paluszki, kakao, frytki a o 23 i tak będę głodna. W takie gorsze dni włącza się u mnie momentalnie 2 razy większy apetyt. W ten sposób się odstresowuje. Wiem, że ten nawyk nie jest dobry, ale pomaga ;) A więc w ciężkie dni wielki zapas jedzenia i do tego w łóżku to połączenie idealne.

3. SAMOTNOŚĆ-  Sam wiesz jak to jest. Kiedy nie masz siły na nic. Jesteś zdołowany, masz na sobie tylko shorty i byle jaką koszulkę a Twoja fryzura do wyjściowych nie należy... W sumie to ogólnie nie wyglądasz wyjściowo. Nie ma chyba nic lepszego niż CHWILA samotności. Podkreśliłam słowo chwila, bo nie można się oczywiście izolować na dłuższą metę od całego świata. Ale jeden dzień takiego totalnego odcięcia się od wszystkiego, aby się odstresować, odetchnąć i po prostu odpocząć nie jest taki zły. PAMIĘTAJ!  Samotność jest dobra, ale nie przesadzaj, bo to może tylko pogorszyć sytuacje i Twój nastrój.

4. GŁUPIE PROGRAMY- Ooo tak głupie programy Kto ich nie kocha? Tak , tak nasze Polskie odmóżdżacze to wręcz istny kabaret. Te wszystkie paradokumentalne seriale to coś wspaniałego. W telewizji nie musimy się za bardzo wysilać, aby móc się z czego pośmiać. Znane w całej Polsce, chętnie oglądane i lubiane... nie no a tak na poważnie. Według mnie nie ma nic lepszego, niż w ciężkie dni włączyć telewizor i po prostu oglądać te cudne paradokumenty, a może raczej komedie. To spora dawka humoru, która powinna troszkę pomóc ;)

5. ROZMOWA-  Kiedy już troszkę pospałeś, pojadłeś, pobyłeś sam i w między czasie obejrzałeś najnowszy odcinek " Trudnych Spraw" to może na drugi dzień warto byłoby porozmawiać z kimś? Opowiedzieć przyjaciółce, przyjacielowi, mamie, tacie komukolwiek do kogo masze duże zaufanie. Uwierz mi, że jeśli wyrzucisz to z siebie to będzie Ci zdecydowanie lepiej i lżej na serduszku! Ta osoba pewnie postara się pomóc jakąś radą a jeśli nie to wybierz się do PSYCHOLOGA, On NA 100% CI POMOŻE

6. PRZYTULENIE- Jeśli rozmowa z kimś bliskim również zawodzi, do psychologa boisz się iść to według mnie porządnym lekarstwem jest przytulas. Ja uwielbiam tulić się z moim chłopakiem. To bardzo mi pomaga i jest mi zdecydowanie lepiej! 

7. WIĘCEJ SNU-   A JEŻELI WSZYSTKO WYKONAŁEŚ I DALEJ JEST TAK SAMO KIEPSKO TO POTRZEBA CI WIĘCEJ SNU! SEN TO CUDOWNE LEKARSTWO. NAJLEPSZY ANTYBIOTYK ;)

A JAKI JEST TWÓJ SPOSÓB NA RADZENIE SOBIE Z KRYZYSEM ? 



















Czytaj dalej »

16.08.2017

Żółw

Jesteś już tym wszystkim po prostu zmęczona. Boli Cię udawanie i ta ciągła sztuczność, że jesteś taka silna i nic Cię nie złamie. Gówno prawda! Każde słowo jest dla Ciebie silniejszym ciosem, niż niejedna napaść i przemoc fizyczna. Żaden ból zewnętrzny nie jest w stanie porównywać się z tym wewnętrznym. Twoja zmęczona tym wszystkim dusza już kona. Straciła resztki sił... Zamiast odczuwać intensywniej pozytywne emocje to jedyne co czujesz mocno to strach, przerażenie i smutek. Reszta jest nijaka, nie robi żadnego wrażenia. Wiesz, że jesteś szczęśliwa, ale to całe zło dominuje nad Tobą. Zamartwiasz się błahostkami, które dla innych nie miałyby żadnego, absolutnie żadnego znaczenia. Przeraża Cię wszystko co nowe. Kołatanie serca, każde uderzenie znasz już na pamięć i wiesz co oznacza. Nic dobrego. To tak bardzo Cię dusi. Chcesz być kontaktową, pełną energii i prawdziwego uśmiechu osobą, ale nie możesz. Nie ważne jakbyś się starała, to i tak na nic.
Jesteś jak żółw ukryty cały czas w swojej skorupie. Za wszelką cenę próbujesz wychylić główkę, ale nie możesz. Tak jakby jakaś niewidzialna siłą zastawiła otwór wielkim głazem. 
Szukasz pomocy, ale tam jest tak ciasno, ciemno. Nie możesz wyjść... 
Tak czasami czuje się każdy z nas. Moim małym otworem na główkę jest fotografia. Mam szanse wtedy spojrzeć na świat nie swoimi oczami, lecz okiem obiektywu. W piersi w końcu czuję wolność. 
Każdy kwiat, drzewo, mrówka i inny owad staje się czymś wyjątkowym. Patrzę na niego, jakbym widziała go pierwszy raz na oczy i w pewnym sensie tak jest. Moje oczy widziały mnóstwo robaków, kwiatów, ludzi, ale każdy obiekt jest czymś nieznanym dla aparatu. To co oczy widziały już milion razy, on widzi na nowo i patrzy na niego inaczej. Łapie jego piękno, zachwyca się nim, upaja się tym widokiem, bo może już go więcej nie zobaczyć. Dlatego, kiedy mogę wystawić głowę poza skorupę wraz z aparatem w dłoni jest dla mnie jak odkrywaniem świata na nowo. Dzięki fotografiom mogę pokazywać ludziom przyrodę widzianą, jak gdyby po raz pierwszy i ostatni.









Czytaj dalej »

11.08.2017

Wrocław 2017- Spełnienie marzeń

Hejjka Czytelniku!
W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Tobą moim szczęściem. Otóż wczoraj spełniłam jedno z większych marzeń. Podróż pociągiem do Wrocławia. Tak wiem, że to nie jest lada wyczyn i przecież można to zrobić kiedy się chce, lecz ja nie miałam takiej możliwości, bo po pierwsze nie miałam z kim jechać a po drugie rodzice by bali puścić mnie w samotną podróż do miasta, którego nie znam bo byłam tam raz i to przejazdem. 
W tym roku miałam taką możliwość. Wraz z moim chłopakiem stwierdziliśmy, że taka wycieczka będzie dobrym sposobem na zrobienie ciekawych zdjęć, zwiedzenie miasta no i oczywiście spełnieniem mojego marzenia.
Pociąg mieliśmy o 6;56 a na miejscu byliśmy już o 9;30 <3 Mimo tego, iż jechaliśmy niezbyt pięknym pociągiem to byłam bardzo zadowolona. Takie starsze pociągi dają mi odczuć klimat i czuję tą magię <3 
Po paru dobrych godzinach chodzenia, podziwiania, robienia zdjęć, małej randce przy mrożonej kawie i lodach musieliśmy już o 17 wracać. Powrót minął mi troszkę gorzej bo byłam smutna z powodu tego, że to już koniec naszej wyprawy to i ludzi było o wiele wiele więcej. 
To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia, którego dłuuugo nie zapomnę! 
A teraz zapraszam Cię do obejrzenia zdjęć, które udało mi się zrobić podczas podziwiania Wrocławia! <3

















Czytaj dalej »

03.08.2017

Krótka słoneczna historia

Otwieram oczy. Po raz kolejny wykonuję tą samą czynność. Otwarcie oczu, niby nic wielkiego, a dla niektórych to coś z czego będą dumni przez cały dzień. Rozglądam się, bo nie wiem gdzie jestem. Wyrzucona samotnie na końcu świata. Po raz kolejny to samo. Tym razem jednak nie widzę przed sobą ciemności, przepaści, nicości, zła, nienawiści. Widzę Słońce. Coś niesamowitego. Stoję na końcu świata, a przede mną wielka żółta kula światła. Tak właśnie postrzegam Słońce, bo w tej krótkiej historii wcale nie liczy się to czym tak naprawdę ono jest. Tu chodzi zupełnie o coś innego. 
Kolejny raz los postawił mnie gdzieś na końcu, lecz pokazał jego inne oblicze. Dwa różne kolory na moich oczach stoczyły ogromny bój o dominację. Była to zacięta walka życia ze śmiercią. Pełna łez, krzyku, strachu. Na podium stanęło życie.
Gdy ciepło tej żółtej kuli otulało moją uśmiechniętą twarz poczułam delikatny dotyk na ramieniu. Odwróciłam się a przede mną stali Oni. Wszyscy ludzie, którzy byli odpowiedzialni za to, że teraz mogę ze spokojem stać na końcu świata i patrzeć na Słońce. Teraz razem stoimy w rzędzie patrząc przed siebie. Każdy z nas w tym świetle widzi przyszłość. Jest tak cudownie. Ja wraz z moimi towarzyszami upajamy się tymi widokami, jak nektarem bogów. To balsam na nasze poranione i zmęczone już walką ze złem dusze.  
Po krótkiej chwili postanawiam wykonać jeden krok w przód. Nie potrafię już stać ze spokojem w miejscu, bo przecież ten kto stoi ten tylko się cofa. Nie chce tego! Jedyne na czym mi zależy to iść ze spokojem i energią w przód. Robić postępy. Zaskakiwać i zadowalać siebie. Gdy moja stopa dotyka nowego kawałka ziemi czuję coś innego. Nie ma już pode mną delikatnej chmurki, na której miałam wrażenie, że się unoszę. Twardo dotykam podłoża. Łydkę łaskocze żyto. Jestem na polu. Mimo tego, że wróciłam do rzeczywistości to dalej mam wrażenie, że właśnie to miejsce jest moim małym końcem świata. Pośród zbóż, promieni słonecznych, drzew czuję się błogo. Jest idealnie, bo na tym małym moim końcu świata nie jestem sama. U mego boku jest On, a w domu czekają Oni. 
Taka to krótka słoneczna historia.













Czytaj dalej »

09.07.2017

Drogi Pamiętniku/ Dzień 4

Drogi Pamiętniku

"Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny" .  Tak wiem jestem maniakiem cytatów, ale nic na to nie poradzę. Czasami jak je czytam, to mam wrażenie, że w końcu jestem zrozumiana. Te wszystkie zdania idealnie opisują to co w danym momencie czuję. 
I powiem Ci Drogi Pamiętniku, że minął rok odkąd zachorowałam na depresję. Od pierwszego wpisu minął rok... Dużo czasu nie sądzisz ? Mam już 16 lat, jest 2017 rok i muszę Ci przyznać, że jestem już prawie zdrowa, dasz wiarę?  Jeśli chcesz wiedzieć co się takiego stało, że już się nie okaleczam, że NIE BIORĘ LEKÓW, że w końcu w moim życiu wyszło słońce to już spieszę z opowiadaniem.
Otóż walczyłam z lekarzami, rodzicami, przyjaciółmi dosyć długo. Wydaje mi się, że do wakacji. Jakoś tak od czerwca ogarnęłam się i po kilku wizytach u psychologa zdałam sobie sprawę z wielu rzeczy. Dojrzałam do brania leków, zrozumiałam po co je biorę i cieszę się z tego powodu bardzo. Im dłużej bym walczyła tym byłoby jeszcze gorzej. Nic bym nie zyskała a depresja by się pogłębiała i kto wie, czy teraz pisałabym tą notkę. 
Po wakacjach wróciłam do szkoły, jednak nie na długo, bo przez ponowne znęcanie się nade mna musiałam ją zmienić i nie żałuję. W listopadzie zaczął się cudowny okres. Poczułam, że żyje. Zmiana środowiska odmieniła moje życie całkowicie. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej to tu podaje linki :
TU i TU
I powiem Ci więcej, przez ten cały czas był przy mnie On. Od momentu mojej choroby wspierał mnie. Odbierał telefony o 4 nad ranem mimo tego, że na 8 miał do szkoły. Przyjeżdżał i martwił się nawet wtedy, gdy nie cierpiałam ludzi i chciałam być sama. Kiedy byłam smutna pocieszał mnie. Gdy chciałam popełnić samobójstwo to dzięki Niemu tego nie zrobiłam. Odciągał mnie od tych pomysłów. Był przy mnie wtedy gdy Go najbardziej potrzebowałam. A zaskocze Cię Drogi Pamiętniku nie raz byłam dla Niego straszna. Mówiłam i robiłam rzeczy, po których nie jedna osoba nie chciałaby mnie znać... Do dziś wszystkiego żałuję, ale czasu nie cofnę. Powiem Ci też Pamiętniczku, że od półtora roku kochał mnie a ja odrzucałam Jego miłość... Aż do marca ;) Jest moim Aniołem Stróżem, który był, jest i mam nadzieję, że będzie ze mną mimo wszystko.
A i muszę jeszcze Ci powiedzieć. ,że życie w końcu nabrało barw... Leków nie biorę a wiesz dlaczego? Zabawna historia... W tym ciężkim dla mnie okresie ( bo nawet po zmianie szkoły było mi też czasami smutno i źle) poznałam pewną osobę, o której nie chce za bardzo pisać... Ale to dzięki niej odstawiłam leki, bo dała mi przekonanie, że ich nie potrzebuje, że jestem panią własnego losu i nie mogę uzależniać swojego szczęścia od paru małych tableteczek. Może to dziwne, ale z dnia na dzień po prostu je odstawiłam. Życie powoli wróciło do normy, a od marca jest coraz lepiej !
Teraz mam przy sobie Miłość Mojego Życia i Przyjaciela w jednym, łączy nas wspólna pasja, której efekty możecie widzieć na blogu oglądając zdjęcia wykonane przez Niego. Dostałam się do Liceum, do którego chciałam, mam cudowną rodzinę, bez której pomocy również by mnie tu nie było. Mam wsparcie bliskich w tym co robie i jestem po prostu szczęśliwa!
Na koniec chciałabym podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami. Jestem poruszona Waszym zaangażowaniem w pomoc mi, ale już Was uspokajam, poprzednie posty to moje wspomnienia od stycznia 2016 . Jesteście cudownymi czytelnikami <3
Tą mini serią chciałam wyrzucić z siebie to co było we mnie przez cały czas trwania choroby. Dzisiaj jestem już zdrowa i ze spokojem patrzę w przyszłość. Wierzę, że może być tylko lepiej!
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSPARCIE I SŁOWA OTUCHY, NIE MARTWCIE SIĘ! <3









Czytaj dalej »